Kiedyś myślałem, że moja praca to kwestia być albo nie być. Potem zrozumiałem, że wszyscy i tak kończą w tym samym, ponurym biurze zwanym cmentarzem. Teraz widzę, jak ludzie harują, spalają się, łamią kręgosłupy moralne oraz te fizyczne, jakby na końcu czekała nagroda inna niż garść popiołu.